Monday, 1 December 2014

Amsterdam inaczej.

Pewnie,  że można. Palić jointy i jeść ciasteczka. Kwestia gustu. Można też nie próbować, nie skosztować i podziwiać Amsterdam trzeźwym okiem… Ponoć tylko turyści palą w Amsterdamie, a Holendrzy zdecydowanie preferują znakomite holenderskie piwa.

Zacznijmy od początku, a więc gdy już wylądujemy(lotnisko Schiphol) pociąg zabierze nas w 15minut (5euro) do centrum miasta (Amsterdam Centraal). Polecam zarezerwowanie noclegu w miejscu, o którym może nikt by wcześniej nie pomyślał… Ja znalazłam Bed and Breakfast na łodzi (Maria Alberta, Avanti). Co prawda kajuta maleńka, ale lokalizacja świetna i śniadanie pyszne.
W kategorii ‘rzeczy ciekawych’ – ogólnodostępną w coffee shopach marihuanę można kupować, ale nie można jej hodować. Coffee shopy mogą sprzedawać jednorazowo pełnoletniej osobie 5g, ilość ponad 5g może grozić dożywotnią utratą licencji na sprzedaż.
I oczywiście Red Light District – Dzielnica Czerwonych Latarni  z Oude Kerk - najstarszym kościołem w Amsterdamie – z równie ogólnodostępną sprzedażą uciech cielesnych, gdzie panie lekkich obyczajów odprowadzają podatki od usługi, wypracowywują emeryturę oraz wysyłane są na kursy… jeśli chcą zmienić zawód…
Muzealnie… polecam Museum Rijks z dziełami między innymi Rembrandta, cena biletu 15euro, najlepiej kupić  online  i unikać godzin między  11-3pm, bo dzikie tłumy! Otwarte w godzinach od 9-5pm -  www.rijksmuseum.nl oraz Van Gogh Museum – cena 15euro www.vangoghmuseum.nl, gdzie można zobaczyć słynne ‘Słoneczniki’!
Warte zobaczenia - Museum Ons’ Lieve heer op Solder ( www.opsolder.nl) w cenie 8euro – z magicznym katolickim kościołem ukrytym na poddaszu kamienicy oraz Portugese Synagoge 8.50euro – z możliwością wykorzystania biletu w 4 muzeach na terenie dzielnicy żydowskiej.
A tak poza tym to Amsterdam ma chyba muzea wszystkiego… ja znalazłam muzeum sera, tulipanów, torebek i portmonetek  oraz kondomów.
No i oczywiście musze wspomnieć o rowerach – 750 tysięcy mieszkańców i milion rowerów! Proponuję wybrać się na przejażdżkę rowerem – najlepiej z przewodnikiem, który opowie nieco i historii Amsterdamu  i zabierze nas w ciekawe miejsca - np Mike’s bike tours – 3-godzinna trasa przez park, w którym można legalnie uprawiać seks i spożywać alkohol, dalej wzdłuż rzeki Amstel z niewiarygodnie wąskimi kamienicami, gdyż podatek uzależniony był od szerokości mieszkania, kończąc na małej browarni mieszczącej się w wiatraku http://www.mikesbiketoursamsterdam.com/.
Ominęłabym Anne Frank Huis  - http://www.annefrank.org/ - historia żydowskiej dziewczynki ukrywającej się na poddaszu domu w Amsterdamie w czasie drugiej wojny światowej urzekająca, ale wizyta w samym domu nieco przereklamowana. Przypuszczalnie warto byłoby przeczytać jej pamiętniki spisane w czasie tego pobytu i przetłumaczone na 70 języków świata.
I po zwiedzaniu powrót. Jeśli zostanie nam trochę czasu w ostatni dzień proponuję zostawić bagaż w przechowalni na stacji głównej (5.10euro) i wybrać się w godzinny lub dłuższy, w zależności od upodobań, rejs łodzią po kanałach rzeki Amstel (8euro).  Po godzinnym locie i o zgrozo 30minutowym parkowaniu samolotu…  witaj Dublinie!







 

Monday, 29 September 2014

Paryż w 48 godzin.

Ryanairem. Ba. A z drugiej strony dlaczego by nie. Tanio, szybko, z przygodami. Polecam lot poranny, znaczy wczesno-nocny, tak ok. 6a.m. Same plusy… więcej czasu na zwiedzanie. Lądujemy w Paryż-Beauvais. Co prawda nie jest to w ogóle Paryż, ale trasa do centrum miasta urocza. Najlepiej podjechać autobusem, nie tanim… 14euro w jedną stronę, ale cóż, płacimy za komfort (klimatyzacja), szybki transport (ok. 2h) i pitoreskowe widoki. A potem to już tylko metro. Na lotnisku proszę się zaopatrzyć w mapę metra i mapę miasta – będą póżniej niezbędne.
12pm centrum Paryża – z autobusu człapiemy do metra (Porte Malliot). Główny przystanek – Cite – może by tak bilecik dzienny zakupić? W zależności od upodobań… zaczynamy zwiedzanie… Proponuje rozpocząć od jednej z najbardziej znanych na świecie, gotyckiej katedry Notre Dame (notredameparis.fr) umiejscowionej na wyspie na Sekwanie.  Potem spacerem pod Louvre. Louvre mus trzeba zobaczyć. Mało kto wie, że w pierwszą niedzielę miesiąca wstęp free… Tłumy, ale warto Mona Lisy czy Wenus z Milo nie można przegapić. We wtorki zamknięte. Normalny koszt biletu 16e. Więcej na www.louvre.fr. Polecam.
Po Louvrze – lunch. Niestety Paryż do najtańszych nie należy. Cóż. My piknikowaliśmy na polach elizejskich, a potem prościutko na Łuk Triumfalny. I zdjęcia urocze jeśli się pogoda trafi!
Hotele również nie najtańsze, ale w dobie Internetu spokojnie można wyszperać nocleg począwszy od 25e za osobę w pokoju dwuosobowym z łazienką, w centrum Paryża.
A wieczorem rzut beretem na Wieżę Eiffela, wybudowaną na uczczenie 100-nej rocznicy Rewolucji Francuskiej. Ostatnie wejście w sezonie letnim o 11.30pm.  
I do spania, żeby kolejny dzień wcześnie zacząć. Rano wyruszamy po francuskie pieczywo – mniamuśne… Plus jakiś dżemik i kawusia… ah… czujemy, że żyjemy!
Drugi dzień proponuje zacząć od zwiedzania cmentarza Pere-Lachaise. Znajomi na pewno będą pod wrażeniem, jeśli się dowiedzą, że odwiedziliśmy grób Balzaka, Jima Morrisona, Edith Piaf czy Oscara Wilde’a. Po cmentarzu proponuję wrócić do centrum, przekąsić cos iście francuskiego i wyruszyć na wzgórze Montmartre w celu zobaczenia Bazyliki Sacre Coeur (przystanek metra Chateau Rouge) i niedaleko położonego w dzielnicy czerwonych latarni Moulin Rouge.
Podsumowując. Wrażenia niezapomniane, zdjęcia, nie do przebicia. I jest nawet szansa, że do Dublina wrócimy opaleni.
W godzinach popołudniowych wracamy w stronę autobusu (Porte Malliot), który zabierze nas na lotnisko. Proponuję wyjechać trochę, wcześniej, Beauvais to nie Paryż. Przezorny zawsze ubezpieczony. A jeśli się okaże, że mamy trochę czasu Lasek Buloński tuż tuż… co prawda o reputacji znikomej, ale być w Paryżu i nie zobaczyć – grzech.


No nic. Wracamy. Pełni wrażeń, z zapełnionym aparatem, rozładowaną baterią w telefonie i w sumie nie tak bardzo uszczuplonym portfelem. Lotem póżno nocnym w domu będziemy około północy. Polak potrafi. Merci za reading. I bon voyage na drogę.