Monday, 29 September 2014

Paryż w 48 godzin.

Ryanairem. Ba. A z drugiej strony dlaczego by nie. Tanio, szybko, z przygodami. Polecam lot poranny, znaczy wczesno-nocny, tak ok. 6a.m. Same plusy… więcej czasu na zwiedzanie. Lądujemy w Paryż-Beauvais. Co prawda nie jest to w ogóle Paryż, ale trasa do centrum miasta urocza. Najlepiej podjechać autobusem, nie tanim… 14euro w jedną stronę, ale cóż, płacimy za komfort (klimatyzacja), szybki transport (ok. 2h) i pitoreskowe widoki. A potem to już tylko metro. Na lotnisku proszę się zaopatrzyć w mapę metra i mapę miasta – będą póżniej niezbędne.
12pm centrum Paryża – z autobusu człapiemy do metra (Porte Malliot). Główny przystanek – Cite – może by tak bilecik dzienny zakupić? W zależności od upodobań… zaczynamy zwiedzanie… Proponuje rozpocząć od jednej z najbardziej znanych na świecie, gotyckiej katedry Notre Dame (notredameparis.fr) umiejscowionej na wyspie na Sekwanie.  Potem spacerem pod Louvre. Louvre mus trzeba zobaczyć. Mało kto wie, że w pierwszą niedzielę miesiąca wstęp free… Tłumy, ale warto Mona Lisy czy Wenus z Milo nie można przegapić. We wtorki zamknięte. Normalny koszt biletu 16e. Więcej na www.louvre.fr. Polecam.
Po Louvrze – lunch. Niestety Paryż do najtańszych nie należy. Cóż. My piknikowaliśmy na polach elizejskich, a potem prościutko na Łuk Triumfalny. I zdjęcia urocze jeśli się pogoda trafi!
Hotele również nie najtańsze, ale w dobie Internetu spokojnie można wyszperać nocleg począwszy od 25e za osobę w pokoju dwuosobowym z łazienką, w centrum Paryża.
A wieczorem rzut beretem na Wieżę Eiffela, wybudowaną na uczczenie 100-nej rocznicy Rewolucji Francuskiej. Ostatnie wejście w sezonie letnim o 11.30pm.  
I do spania, żeby kolejny dzień wcześnie zacząć. Rano wyruszamy po francuskie pieczywo – mniamuśne… Plus jakiś dżemik i kawusia… ah… czujemy, że żyjemy!
Drugi dzień proponuje zacząć od zwiedzania cmentarza Pere-Lachaise. Znajomi na pewno będą pod wrażeniem, jeśli się dowiedzą, że odwiedziliśmy grób Balzaka, Jima Morrisona, Edith Piaf czy Oscara Wilde’a. Po cmentarzu proponuję wrócić do centrum, przekąsić cos iście francuskiego i wyruszyć na wzgórze Montmartre w celu zobaczenia Bazyliki Sacre Coeur (przystanek metra Chateau Rouge) i niedaleko położonego w dzielnicy czerwonych latarni Moulin Rouge.
Podsumowując. Wrażenia niezapomniane, zdjęcia, nie do przebicia. I jest nawet szansa, że do Dublina wrócimy opaleni.
W godzinach popołudniowych wracamy w stronę autobusu (Porte Malliot), który zabierze nas na lotnisko. Proponuję wyjechać trochę, wcześniej, Beauvais to nie Paryż. Przezorny zawsze ubezpieczony. A jeśli się okaże, że mamy trochę czasu Lasek Buloński tuż tuż… co prawda o reputacji znikomej, ale być w Paryżu i nie zobaczyć – grzech.


No nic. Wracamy. Pełni wrażeń, z zapełnionym aparatem, rozładowaną baterią w telefonie i w sumie nie tak bardzo uszczuplonym portfelem. Lotem póżno nocnym w domu będziemy około północy. Polak potrafi. Merci za reading. I bon voyage na drogę.