12pm centrum
Paryża – z autobusu człapiemy do metra (Porte Malliot). Główny przystanek –
Cite – może by tak bilecik dzienny zakupić? W zależności od upodobań… zaczynamy
zwiedzanie… Proponuje rozpocząć od jednej z najbardziej znanych na świecie, gotyckiej
katedry Notre Dame (notredameparis.fr) umiejscowionej na wyspie na
Sekwanie. Potem spacerem pod Louvre. Louvre
mus trzeba zobaczyć. Mało kto wie, że w pierwszą niedzielę miesiąca wstęp free…
Tłumy, ale warto Mona Lisy czy Wenus z Milo nie można przegapić. We wtorki
zamknięte. Normalny koszt biletu 16e. Więcej na www.louvre.fr. Polecam.
Po Louvrze –
lunch. Niestety Paryż do najtańszych nie należy. Cóż. My piknikowaliśmy na
polach elizejskich, a potem prościutko na Łuk Triumfalny. I zdjęcia urocze
jeśli się pogoda trafi!
Hotele
również nie najtańsze, ale w dobie Internetu spokojnie można wyszperać nocleg
począwszy od 25e za osobę w pokoju dwuosobowym z łazienką, w centrum Paryża.
A wieczorem
rzut beretem na Wieżę Eiffela, wybudowaną na uczczenie 100-nej rocznicy
Rewolucji Francuskiej. Ostatnie wejście w sezonie letnim o 11.30pm.
I do spania,
żeby kolejny dzień wcześnie zacząć. Rano wyruszamy po francuskie pieczywo –
mniamuśne… Plus jakiś dżemik i kawusia… ah… czujemy, że żyjemy!
Drugi dzień
proponuje zacząć od zwiedzania cmentarza Pere-Lachaise. Znajomi na pewno będą
pod wrażeniem, jeśli się dowiedzą, że odwiedziliśmy grób Balzaka, Jima
Morrisona, Edith Piaf czy Oscara Wilde’a. Po cmentarzu proponuję wrócić do
centrum, przekąsić cos iście francuskiego i wyruszyć na wzgórze Montmartre w
celu zobaczenia Bazyliki Sacre Coeur (przystanek metra Chateau Rouge) i
niedaleko położonego w dzielnicy czerwonych latarni Moulin Rouge.
Podsumowując.
Wrażenia niezapomniane, zdjęcia, nie do przebicia. I jest nawet szansa, że do
Dublina wrócimy opaleni.
W godzinach
popołudniowych wracamy w stronę autobusu (Porte Malliot), który zabierze nas na
lotnisko. Proponuję wyjechać trochę, wcześniej, Beauvais to nie Paryż.
Przezorny zawsze ubezpieczony. A jeśli się okaże, że mamy trochę czasu Lasek
Buloński tuż tuż… co prawda o reputacji znikomej, ale być w Paryżu i nie
zobaczyć – grzech.
Jim Morrison mówisz, stara miłość nie rdzewieje ;). Dobry pomysł z tym blogiem (dostałam linka od Agi). Pozdrawiam Cię serdecznie- Kostia
ReplyDeletehehe... kurde... blogowisko dziala;-) co tam Gosia slychac? Bede w Krakowie w przyszly weekend to moze udaloby nam sie jakos zobaczyc;-) caluski
ReplyDeleteDaj znać jak będziesz- może się uda ;)
ReplyDeleteBardzo się cieszę, że udało Ci się założyć bloga! :D Super tematyka! Czekam z niecierpliwością na kolejne posty :)
ReplyDelete