Takie tam – po obejrzeniu filmu. Dobry przekrój… bo Polacy/ludzie
są różni. Jeden nosi dres, a inny marynarkę. Jedna mini, a druga spodnie. Jeden
wierzy, a drugi nie. Jeden ima się polityką, a inny nie…
Moja historia. Mam 35lat, jestem z Krakowa. Mam magazyniera
(czytaj magistra). Jako dziecko PRL-u marzeniem moim było moje własne 20metrowe
m. W Krakowie pracy w zawodzie nie
znalazłam. Założyłam swoja firmę, która nie przetrwała. W 2006 roku zaoferowano
mi prace za 1300zl (40h) i w tym samym czasie znalazłam ofertę wyjazdu do UK
jako Au-Pair – 20h/240funtow. Jako, że zawsze matematyka była mi bliska…
kupiłam bilet Ryanaira… Po pół roku przeniosłam się do Dublina, gdzie przybywam
ósmy rok.
Nie pracuje na zmywaku, ani nie smażę hamburgerów. W sumie
żaden z moich znajomych też nie. Nie kradnę też pracy Irolom. Myślę, że kilka lat temu
obejmowaliśmy stanowiska pracy, które dla Irlandczyków były do objęcia na
drugim miejscu, a teraz jako wykwalifikowani pracownicy jesteśmy konkurencją.
Wysłano mnie z pracy na kursy i będąc tutaj technikiem mam o wiele lepsze
perspektywy niż w Polsce będąc magistrem. Nie pracuje w wyuczonym zawodzie, ale
1650euro za 37h tygodniowo przekonuje mnie do zostania w kraju. Znam więcej Irlandczyków na zasiłku niż
Polaków.
Kocham podróżować, to mnie napędza… czego Kraków by mi nie
dał. Nie muszę oszczędzać na wyjazdy.
Wyjeżdżam 5-6 razy w roku, a niektórzy znajomi i więcej (pozdrowienia
dla OliJ).
Założyłam też swoja firmę. On-line. Zero biurokracji. Koszty
praktycznie żadne, a podatek płacony jest tylko od dochodu. W Polsce nie było
tak łatwo.
Kupiłam w Dublinie własne m. I nawet większe niż wymarzone
20metrów. Co prawda nie ma ogródka, ale może następne będzie miało. Nie wiem
jak załatwia się kredyty w Krakowie, ale w Dublinie nie było to większym
problemem.
Uczę się, podróżuje, płacę podatki w Irlandii, a nie w
Polsce, bo Polska nie chciała mnie zatrzymać. Żyjąc przeciętnie udaje mi się
odłożyć około połowy pensji miesięcznie.
Nie zdecydowałam się jeszcze na dzieci, bo każdy jest inny.
Mam swój plan, ale słyszałam, że pomoc
materialna na każde dziecko w rodzinie jest dość spora (około 120euro na dziecko).
Oczywiście jest i druga strona medalu. Nie jest do końca tak
kolorowo. Mamy dwie linie tramwajowe w stolicy Irlandii co doprowadza mnie do
szewskiej pasji, w porównaniu z rozbudowaną komunikacją miejską w Krakowie, na
wizytę u specjalisty czeka się w państwowym systemie opieki medycznej 2 lata,
ciągle trwa recesja, strefa kulturalna w Dublinie nigdy nie będzie tak
rozwinięta jak w Krakowie. Ale to mój wybór, że jestem tutaj. A nie tam.
Brakuje mi rodziny, która została w kraju, ale myślę, że
wolą mnie widzieć uśmiechnięta trzy razy w roku, niż nieszczęśliwą na co dzień.
Brakuje mi dawnych przyjaciół, ale mogę sobie pozwolić, żeby ich do mnie
zaprosić. No i zyskałam nowych przyjaciół (pozdrowienia dla MagdyJ), których bym nigdy
nie poznała zostając w kraju.
Przyjęłam rok temu obywatelstwo irlandzkie, ale jestem
Polką. Polką mieszkającą w Irlandii. Mój partner Irlandczyk kocha Kraków i ma
łzy w oczach, gdy kończą nam się wakacje w Krakowie, realia jednak przekonują
nas do zostania na Zielonej Wyspie.
Wielki plus za film. Popłakałam się dwa razy. Raz
przez nostalgię, a raz ze śmiechu.
No comments:
Post a Comment